O początkach wspinania, słów kilka. Wrażenia z pierwszego treningu na sztucznej ściance wspinaczkowej, pod czujnym okiem trenerki.


Będę szczera. Nie jestem sportowcem ani żadną fit dziewczyną z instagrama. Nie mam najlepszej kondycji i sylwetkę typu miękkiego. Moja aktywność fizyczna, mimo dobrych dwóch lat biegania (kiedyś tam), ogranicza się na co dzień do kilku spacerów z psem. Czyli dziennie wyjdzie coś około 2 godzin na świeżym powietrzu, spacerowym tempem. I z taką właśnie, a nie inną bazą, podjęłam się wspinania. Poniżej opisuję Wam, swoje pierwsze wrażenia z tego wyczynu.

Dziś wspinałam się z Jagodą, trenerką wspinaczki sportowej, właścicielką „Jagodowej Szkoły Wspinania” z Poznania. Trening miał miejsce na ściance wspinaczkowej/bulderowni Blok Haus w Poznaniu.

Jeśli jak ja, jesteś zielona/zielony w tej dziedzinie i czasem chodzi Ci po głowie, żeby spróbować - zobacz „z czym to się je” i co Cię może spotkać na takich zajęciach po raz pierwszy.

 

Wywiad z Jagodą Adamczyk - instruktorką i trenerką wspinaczki

Chcesz się zacząć wspinać? Zastanawiasz się czy to jest dla Ciebie, ile to kosztuje i gdzie się wspinać? Przeczytaj wywiad z instruktorką i trenerką w...

Stoki narciarskie w Polsce

Zastanawiasz się gdzie w tym roku jechać na narty? Skorzystaj z wygodnej mapy zawierającej stoki narciarskie w Polsce.


 

Gdzie się wspinać?


Wspinać możesz się w obiektach sportowych typu ścianka wspinaczkowa oraz na świeżym powietrzu, czyli w niższych skałach lub w wyższych górach. Jako że głęboka jesień w rozkwicie, na dworze ciemno, wilgotno i zimo, skorzystałam ze ścianki wspinaczkowej w Poznaniu, do której zaprosiła mnie Jagoda. Wdziałam na siebie wygodne sportowe legginsy i bluzę z długim rękawem. Ważne jest, żeby ubranie nie krępowało w żaden sposób Twoich ruchów, które bywają dość kuriozalne podczas wspinania.
 

Jak się ubrać?


Na dzień dobry recepcja, w której zaopatrzyłam się w bilet wstępu i wypożyczyłam buty do wspinania. Taaak, buty do wspinania to temat sam w sobie obszerny. Takie buty muszą być za małe na Twoją stopę, najlepiej tak o 3 numery i doskonale przylegające, niczym skarpety. Najlepiej jeśli zakładasz je na gołą stopę. Ale gdy wypożyczasz takie buty, z których korzystało wiele osób, wskazane są skarpetki, najlepiej małe stopki, dla higieny. Rzecz jasna, w takim bucie palce stóp są niemal całkowicie podgięte pod stopę i nie da się w nich iść. Dla nowicjusza może to być temat bardzo trudny do przejścia. Mam rozmiar 39, musiałam zmienić buty na rozmiar dla osób o stopie 41 a i tak nadal były mi za małe i chodzenie powodowało ból. Powód? Kiedy się wspinasz, często stajesz czubkiem buta na chwycie wielkości pudełka od zapałek albo jeszcze mniejszego, rzędu kilka mm odstającego od ściany. Wtedy najdrobniejsze przesunięcie buta względem stopy, w warunkach górskich, mogłoby kosztować Cię długi lot w dół. Ale nie obawiajcie się - do tego można się przyzwyczaić z czasem. Wspinacze i moja trenerka śmigali w nich, niemal w jak najwygodniejszych laczusiach domowych. To początki, więc nikt nie mówił, że obejdzie się bez bólu. Początkujący mogą mieć ulgę i założyć buty za małe tylko o 1-2 numery, to duże ułatwienie :).
 

 

Rozgrzewka


Następnie udałyśmy się z trenerką do szatni. Odziałyśmy się w wygodne ubrania do wspinania, nie zakładając jeszcze tych butów. I hop na rozgrzewkę, jak przystało. W odrębnej salce, z wieloma cudacznymi przyrządami do ćwiczeń, zaczęłyśmy od rozgrzewki. Wyglądała ona nieco inaczej niż taka jak np. przed bieganiem czy przed jogą. Składała się ze sporej dawki ćwiczeń rozciągających i rozruszających wszystkie mięśnie i stawy oraz dłonie i nadgarstki. Te ostatnie będą nam wyjątkowo potrzebne. Choć jak trenerka zaznacza „Wspinasz się nie wisząc całym ciałem na rękach, tylko korzystając z siły nóg”. Ostatni etap składał się rogrzewki przed właściwym treningiem. Było to kilka dynamicznych przebieżek w poprzek ścianki, upstrzonej dużą ilością chwytów. W tę i z powrotem. I już rozgrzana i gotowa pójść „w paszczę lwa”?..
 

Wspinanie


Pomyślałam. Witaj przygodo! Weszłyśmy na teren bulderowni. Charakteryzuje się ona tym, że ściany są niskie a podłoże wyłożone szczelnie bardzo wysokim materacem. Wspinasz się w tutaj bez asekuracji, gdy odpadasz ze ściany, spadasz na w/w materac. Salę wypełniał zapach magnezji zmieszanej z potem. Spora ilość ludzi w różnym wieku, obydwu płci. Od dzieciaków z rodzicami, po dorosłych w parach, samotników, mających swój cel. Każdy skupiony na swoim fragmencie drogi wspinaczkowej. Rodzice uczyli maluchy, które śmigały po ścianie zaskakująco szybko. Hmm.., no nic zobaczymy.

Pierwsza rzecz jaką mi Jagoda wyjaśniła to skala trudności dróg. Większość ścianek wspinaczkowych/bulderowni, posiada własną skalę . Jeśli taka w danym miejscu jest to szukaj jej opisu na tablicy, plakacie, tuż blisko recepcji. Na tej ściance było to 5 poziomów trudności. Każdy poziom miał swój kolor. Najłatwiejszy biały, aż po najtrudniejszy czarny. Czasem, dodatkowo stosowało się francuską skalę trudności. Składa się ona z opisów typu 6a, 6b, it. Niczym w kolorowance typu „połącz punkty”, połączone są ze sobą na ściance chwyty. Jeśli chcesz spróbować ścieżkę białą, idziesz od dołu szukając chwytu z przyczepioną białą kartką i lecąc w górę, widzisz kolejne. Wystarczy, jak będziesz po kolei pokonywał/a, tak oznaczoną drogę, a zrealizujesz jeden cel na treningu wspinaczki. Potem czeka się kolejny cel i kolejny. Są one jasne i klarowne w porównaniu w wieloma celami w życiu, z których jasnością i klarownością, można by polemizować ;) Pod okiem doświadczonej trenerki, sprawa się znacznie, znaaacznie ułatwia. Objaśni Ci wszystko, pokaże każdą drogę, zdradzi tajniki operowania ciałem i myślenia jak wspinacz. Bardzo polecam, dla świeżaków, którzy po przyjściu na taką ściankę, nie wprowadzeni „do kręgu”, mogą poczuć się zagubieni.

Zaczęło się, apelowałam o biały, na początek. Potem kolejny i kolejny. Skala trudności zmieniała się wyraźnie. Od pionowych ścian, z dużą ilością chwytów na drodze. Przez pionowe ściany ze skąpą ilością chwytów, wymagającą już czegoś na rodzaj podskoku, doskoku do kolejnego chwytu. Po przewieszone z różnym natężeniem chwytów. Spróbowałam na początek (wstyd normalnie), 5 czy 6 dróg. Szło mi, jako tako. Na początku dobrze. Byłam wtedy jeszcze solidnie rozgrzana, pełna energii. Z czasem,z  kolejnymi drogami energii ubywało, mięśnie odmawiały powoli posłuszeństwa. „Jestem w szoku, że wspinaczka to tak wysiłkowy sport” -  zakrzyknęłam w pewnym momencie.  Jagoda pokazała pełno patentów, jak radzić sobie w różnych sytuacjach wspinaczkowych. Zrozumieć, zrozumiałam. Ale z wdrożeniem było już gorzej. Nie miałam wisieć, na rękach - wisiałam. Każdy początkujący wspinacz ma z tym problem. A dziewczyny zwykle dodatkowo mają obawy z powodu słabych rąk. Trenerka uspokaja. Z czasem minie, jak załapiemy, na czym polega zabawa. Nie ma żadnych przeciwskazań ze względu na płeć.
 

 

Zmęczenie
 

Beztroska zabawa nie mogła trwać bez końca. Przy 5 drodze byłam już solidnie zmęczona. Dotarłyśmy do ściany przewieszonej, na której moja trenerka śmigała tak samo szybko i zwinnie, jak na początku. Pokazała co i jak. Spróbowałam raz, spadłam na materac. Drugi raz, to samo. Mimo, że zdarzyło mi się już odpaść wcześniej, na łatwiejszych drogach, na górnych, końcowych chwytach, tak tu na przewieszonej ścianie nie mogłam dojść do 3 chwytu. Przyklejałam się do ściany, wisząc ciężarem na rękach a przy próbie zdobycia 3 punktu odpadałam na materac. To był koniec. Ściana mnie pokonała.

Leżałam na zakurzonej magnezją macie i patrzyłam na ścianę, trenerkę, całe otoczenie. Poczułam szczypanie w dłoniach. Spojrzałam na nie, pod światło. Były zaczerwienione, wysuszone białym proszkiem. Palce drżały same. Paznokcie, mimo że krótkie (takie jakie miały być), do regeneracji. A w sercu radość z podjętej próby i irytacja poziomem swej kondycji. 2 godziny treningu minęły, jakby to było kilkanaście minut.



 

Rozciąganie na koniec


Na koniec udałyśmy się ponownie do salki rozgrzewkowej i wykonałyśmy szereg ćwiczeń uspokajających ciało i rozciągających obolałe mięśnie. Relaks, ból i satysfakcja. Tak mogłabym podsumować mój pierwszy raz na ściance wspinaczkowej.
 

Polecam Wam:
1. Świetną trenerkę wspinaczki, która działa w Poznaniu i Gnieźnie - Jagodę, właścicielkę „Jagodowej Szkoły wspinania”: http://www.jagodowa.pl/
2. Imponującą ściankę wspinaczkową/bulderownię Blok Haus, w Poznaniu przy ul. Św. Michała 100 (na terenie CHEMIA SA): http://blokhaus.pl/